|
Motywem takiego działania jest jednak następujący schemat: „Skoro boję się tego tunelu, znaczy, że jestem głupkiem albo świrem. Tysiące ludzi codziennie bezpiecznie tamtędy przejeżdża. Nie pozwolę, by te niedorzeczne lęki wzięły nade mną górę. Potrafię przejechać przez tunel tak samo spokojnie jak inni. Powinienem się tylko do tego zmusić".
Idea zmuszania się do konfrontacji z fobią pomaga zrozumieć, dlaczego tak wielu cierpiących znajduje się tak często w sytuacjach, których najbardziej się obawia — w sąsiedztwie szczekającego psa, w zatłoczonym autobusie, w basenie z głęboką wodą itd. Ludzie ci wielokrotnie zmuszają się do doświadczania objawów swoich fobii w nadziei (rozbudzonej często przez niekompetentnych doradców), że powtarzające się cierpienie w końcu przyniesie im ulgę. Niektórym rzeczywiście udaje się tym sposobem przełamać fobie, wielu innych przekonuje się jednak, że dotknięcie rozgrzanego pieca po raz setny boli (w przypadku fobii — psychicznie) tak samo jak przy pierwszym kontakcie — a nawet bardziej, jak rozdrapywanie niezagojonej rany.
Inną typową reakcją na doświadczenie fobii są wizyty u lekarza z zamiarem wykonania badań kontrolnych. Często się zdarza, że w ciągu kilkuminutowej rozmowy pacjent nie jest w stanie zrelacjonować nawet pojedynczego epizodu lękowego — czasem z powodu zakłopotania, częściej jednak w wyniku niezrozumienia dezorientującego i przerażającego wydarzenia, które było jego udziałem. Świeżo po takim przeżyciu opowiada on lekarzowi o „szybkim biciu serca i zimnym pocie", zamiast powiedzieć, że podczas przejazdu przez tunel, gdy utknął w korku, doznał ataku paniki. Po dokładnym zbadaniu — z najuczciwszymi nawet profesjonalnymi intencjami — lekarz może w najlepszej wierze zapewnić pacjenta, że nic mu nie jest.
Tysiące ludzi doznaje po takich wizytach jeszcze większego zamętu i niepokoju podczas kolejnego doświadczenia fobii. „Serce podobno mam zdrowe, więc dlaczego wali jak szalone, gdy tylko wjeżdżam do tunelu? Dlaczego mam wtedy zawroty głowy?". Tysiące pacjentów funduje sobie w takich okolicznościach dalsze badania i konsultacje, w nadziei uzyskania zaawansowanej specjalistycznej diagnozy i ustalenia, co jest nie w porządku.
Osoby opisujące w gabinetach lekarskich swoje fobie jasno i jednoznacznie również mogą napotkać przeszkody. Ich lekarze rozpoznają wprawdzie fobie jako przyczynę objawów, nie są jednak przygotowani do podjęcia czasochłonnej, zorientowanej werbalnie terapii odpowiedniej do stwierdzonego problemu. Praca lekarzy oraz ich finansowe zainteresowanie jak największą liczbą pacjentów i ograniczeniem konsultacji zewnętrznych może sprawić, że pacjent nie zostanie natychmiast skierowany do odpowiedniego specjalisty zajmującego się dziedziną zdrowia psychicznego.
Z ust lekarza mogą też paść słowa: „Może pan (pani) wybrać się do psychologa lub psychiatry", na które umysł pacjenta reaguje dopowiedzeniem:
„...jeśli naprawdę pan (pani) sądzi, że ma pan (pani) świra". Niektórzy lekarze nie dają w takich okolicznościach skierowań i nie sugerują nazwisk specjalistów. Wielu pacjentom brakuje determinacji lub po prostu informacji, by samodzielnie dotrzeć do właściwych terapeutów.
Kolejną grupę tworzą osoby próbujące leczyć fobie we własnym zakresie. Przeważnie polega to na sięganiu po alkohol („jeden głębszy zwykle mi pomaga"), papierosy („wszystko wraca do normy, jeśli mogę sobie zapalić") lub środki uspokajające, takie jak Xanax, Valium itp. Typowym przykładem są ludzie zajmujący wysokie i odpowiedzialne stanowiska kierownicze, dodający sobie odwagi przed publicznymi wystąpieniami za pomocą kilku szklaneczek whisky, a potem topiący swoje smutki i frustracje w kolejnych dawkach alkoholu. Oczywiste ryzyko nadużywania tych leków i uzależnienia jest znacznie poważniejszym zagrożeniem zdrowia niż doświadczanie fobii.
Największy odsetek osób cierpiących na fobie próbuje unikać sytuacji wywołujących objawy. Osoba panicznie obawiająca się psów może sprzedać dom i kupić mieszkanie na osiedlu, na którym zabrania się trzymania tych sympatycznych zwierząt. Zdarza się, że lęk przed wężami lub owadami mobilizuje ludzi do dalekich przeprowadzek i osiedlania się w miejscach, w których prawdopodobieństwo ich napotkania wydaje się znikome.
Czyniąc tak, ofiary fobii przekonują się, że całkowite uniknięcie niepożądanych bodźców jest prawie niemożliwe oraz że fizyczna ucieczka od starej fobii może okazać się wstępem do nowej. Udowodniono, że unikanie bodźców wywołujących fobię rzadko uwalnia nas od psychologicznej potrzeby doświadczania lęku w takiej lub innej postaci.
Źródło artykułu: J. Gardner, A. Bell "Jak pokonać lęki i fobie" |